A tutaj
Bemowo 2004 - humor sytuacyjny
A tutaj e-mail (oryginalny) od Wieśka SQ5ABG
jaki otrzymał autor artykułu Adam SP5EPP
po opublikowaniu reportażu ponizszego reportażu....
czyli Bemowo 2004


Krótkofalarstwo to hobby indwidualistów.
W zaciszu naszych pokoików, bądź z trudem wywalczonych kącików w kuchni,
przeżywamy radości, jakie dostarczają nam polowania na dx-y, kolejne udane eksperymenty
techniczne i przebudowy sprzętu, towarzyskie pogawędki na pasmach i inne specjalistyczne
pasje. W krótkofalarskim świecie mało jest szpanerów, potrzebujących dla dobrego
samopoczucia szerokiej widowni. Lubimy spokój, a nasz towarzyski świat zamyka się w
gronie kilku, kilkunastu kolegów, na życzliwość których zawsze możemy liczyć.
Wierny tym poglądom unikałem przez bardzo wiele lat wszelkich zgromadzeń, m.in.
krótkofalarskich, dostrzegając w nich niepotrzebne wytracanie czasu, który można
spożytkować na inne bardziej chwalebne cele, np. czytanie książki. W tym roku
zrobiłem wyjątek.
Po 12 letniej przerwie w ongiś aktywnej
działalności krótkofalarskiej dałem się namówić Januszowi - SP 5 JXK oraz Marianowi
SP 5 HRX na udział w krótkofalarskim pikniku. Jechałem ze znudzoną miną,
przeświadczony, że tracę jakże cenny czas. Pomyliłem się. Było sympatycznie i
ciekawie. I na pewno nie był to czas stracony.
Gospodarzem tradycyjnego corocznego pikniku,
mającego na celu wybudzenie kolegów krótkofalowców z zimowego snu, a dokładnie
integrację środowiska, był Stanisław SP 5 COC - prezes koła nr 25 OT PZK.
Jak zwykle piknik zorganizowany został w pierwszą sobotę marca, w tradycyjnym także
miejscu, zwanym Uroczysko Bemowo, nieopodal WAT. Tuż po wyjściu z samochodu powitany
zostałem przez organizatora, który w drugim chyba zdaniu powiedział: "
....słyszałem Adam od Janusza, że masz lekkie pióro. Czy mógłbyś napisać kilka zdań o naszym
spotkaniu????...."
I w ten właśnie sposób załapałem się na robótkę przydzieloną mi przez Władzę
Zwierzchnią, co czynię nie tylko z obowiązku, ale i przeświadczenia, że warto jedno z
takich spotkań spopularyzować. Na pikniku było uroczo, miło i ciekawie. Jestem
przekonany, że nie są to jedynie odczucia autora.
Było uroczo, ponieważ miejsce jakie
zostało wytypowane na spotkanie tuż za aglomeracją Bemowa było - jak sama nazwa głosi
- urocze. Piękny, niezbyt gęsty las oraz ziemia pokryta świeżym bielusieńkim
śniegiem, stanowiły szokujący kontras dla mieszczuchów, wyrwanych z niezbyt ciekawej o
tej porze roku scenerii miejskich blokowisk.

Ci, którzy o tym wiedzieli, na spotkanie
wybrali się całymi rodzinami, dostrzegając w zorganizowanym spotkaniu doskonałą
okazję do rodzinnej wentylacji płuc i udowodnienia przy okazji rodzinie, że
nieszkodliwych dziwaków, za jakich nasi najbliżsi niekiedy nas uważają, jest nieco
więcej i w większości są to ludzie na poziomie i z klasą - nie tylko zresztą
techniczną.

Było miło, ponieważ nie wiedzieć w jaki
sposób, organizatorom udało się wytworzyć sympatyczną atmosferę, taką aby nikt z
obecnych nie czuł się osamotniony. W mniejszych lub większych grupach o zmiennych i
przemieszczających się składach dyskutowali nie tylko starzy znajomi, ale i osoby,
prawie - że spoza środowiska, które na piknik trafiły po raz pierwszy.
Zasługa w tym nieocenionego Stanisława,
który dwoił się i troił, by nikt nie czuł się samotny, przedstawiając sobie osoby
nie znane, czyli w moim przypadku, prawie - że wszystkich. Każdy nowoprzybyły, czy to
sam, czy z rodziną był mile witany, kojarzony z jakąś grupą, no i oczywiści
zapraszany na zafundowaną przez zarząd kiełbaskę znad ogniska oraz miseczkę
grochówki. Co większe głodomory miały nawet szansę na dokładkę. Gdzie niegdzie w
towarzyskich kółkach dostrzec można było elementy rozgrzewające; najmocniejsze w
postaci "herbatki z prądem". I nigdzie nie było widać by ktokolwiek
przesadził z doładowywaniem akumulatorów. Nawet nasz kochany qsl manager,
dostarczający nam swoją ciężką pracą długo oczekiwane karty i związane z tym
radości, nie przesadził. Wprawdzie zdarzyło mu się fiknąć tak zwanego orła przy
ognisku, ale jako świadek tego zdarzenia mogę zaręczyć, że był to raczej wynik nie
zwrócenia uwagi na leżącą na ziemi kłodę drewna, a niżeli skutek przeładowania
akumulatorów. A gdyby nawet, ja byłbym gotów ... nawet i to wybaczyć. Otrzymując za
swoją ciężką pracę 62 zł miesięcznie, każdy, nawet całkowity abstynent, mógłby
się chyba w tej sytuacji tylko upić - w dni parzyste ze śmiechu, w dni nieparzyste zaś
z rozpaczy. A tak na serio, coś w tej sprawie należało by chyba postanowić.
Zygmunt SP 5 AYY pełen dynamiki, z workiem
pełnym inicjatyw i ciekawych pomysłów, zdominowali część oficjalną spotkania.
.....wykorzystał okazję do zaapelowania o przekazanie z demobilowych urządzeń
elementów, które wykorzystane mogły by być do wykonania repliki. Na spotkaniu była
także grupa naszych kolegów z Różana z SP5KVW i okolicy, z ....... na czele. Mamy
ponoć zaproszenie na kolejne spotkanie krótkofalowców/ ..../ w Różanie, które
odbędzie się...... Będzie to chyba dobra okazja wymiany wiedzy, poznania ciekawych
ludzi, dokonania kolejnej wymiany doświadczeń oraz powitanie lata.
Byli także obecni m.in. Marek SP 5 IYI,
zajmujący się zawodowo sprawami przydziału licencji dla krótkofalowców.
 |
Było też ciekawie. W części oficjalnej
spotkania Zygmunt SP5AYY przybliżył podjętą przez warszawskich krótkofalowców,
znaną wcześniej jedynie ze słyszenia, inicjatywę budowy przez środowisko
krótkofalowców repliki radiostacji powstańczej "Błyskawica". Poruszone
kwestie były bardzo interesujące. Przedstawiona w zarysie historia powstańczej
radiostacji oraz historia starań o zbudowanie jej repliki, która powinna być
uruchomiona na pasmach, w 60 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, zdominowały
część oficjalną spotkania. Dla ciekawskich, po oficjalnych wystąpieniach, goście
zarezerwowali dużo czasu i serca na uszczegółowienie poruszonych w toku oficjalnych
wystąpień kwestii. Bardzo ciekawe było wystąpienie p. Adama Drzewoskiego (Dział Radiostacja
"Błyskawica"), żołnierza Armii Krajowej, który wprawdzie na radiostacji
"Błyskawica" nie pracował, lecz ją widział i dużo wie o jej konstrukcji.
W części końcowej spotkania ze smutkiem
spoglądałem na komisyjne opróżnianie dwóch skarbonek, do których zbierane były
datki na "Błyskawicę". Smutne były dwie kwestie. Pierwsza, że grupa 107
osób, które zapisały się na listę uczestników spotkania zdobyła się na zbiorowy
datek w wysokości 630 zł. Druga refleksja, wynikająca z tej pierwszej wskazuje, że
jako środowisko jesteśmy bardziej biedni, niż zamożni. I to smuci. Róbmy coś koledzy
dla siebie i naszych rodzin. Próbujmy poprawiać swój status materialny. Pracujmy
ciężko, kształcimy i siebie i dzieci. Obiecywana przez co niektórych
"złotoustych łgarzy" manna, spada bowiem z niebios nad wyraz rzadko. Liczyć
musimy zatem tylko na nasze głowy i ręce. Niekiedy rodzinę i przyjaciół. Szanujmy
także siebie i nasze jakże piękne hobby.
Bardzo ciekawa jest historia
"Błyskawicy" i jej twórcy. Równie ciekawa jest historia budowy repliki
"Błyskawicy", którą zainicjował jej twórca, dzisiaj już
dziewięćdziesięcioletni Pan Antoni Zębik. Nie wtajemniczonych pragnę poinformować,
że to pod jego kierunkiem budowana jest replika słynnej "Błyskawicy",
wyłącznie o części wojenne, dokładnie takie same, jakie zostały wykorzystane w
wojennym oryginale. Z Panem Antonim współpracuje grupa krótkofalowców; Jan Szczepanek
SP 9 GDI, Tadeusz Teperski SP 9 QMT, którzy pod okiem mistrza dokonują cudów, aby na
rocznicę powstania radiostacja "Błyskawica" znów słyszana była w eterze.
Prace pana Antoniego wspiera w Warszawie kilku pasjonatów, z chętnym jak zwykle do
nowych pomysłów Wiesławem SQ 5 ABG, Zygmuntem SP5AYY oraz wspomnianym już panem Adamem
Drzewoskim. Przyłączmy się koledzy do ich wysiłku.
Do zobaczenia w Różanie !
Adam - SP 5 EPP
(uaktualniono 04-02-2005
sp5jxk) |